trzeba założyć pewne punkty stałe, punkt odniesienia, dać kredyt zaufania i przyjąć, że jest tak jak mówi. uwierzyć. zaryzykować. i bronić wspólnej prywatności przed reszta świata jak niepodległości. i nie dać się wszelkim zagrywkom typu "tata, a Marcin powiedział"
jest jakoś. jest dobrze.
powinnam czuc sie wspaniale, unosic sie 3cm nad ziemia i caly ten zakochaniowy szajs, tymczasem jest tak jakos... no własnie nie wiem jak. nie jest zle, jest spokojnie i nijak cokolwiek by się nie działo dookoła i w srodku. chyba faktycznie co mnie nie zabiło do tej pory, to mnie wzmocniło.. a raczej znieczuliło. na wszystko reaguję wzruszeniem ramion.
czas obejrzeć sekret raz jeszcze i poukładac w glowie in plus, bo wzruszenie ramion jest dobre tylko dlatego, ze to nie to samo co ryk i zgrzytanie zębów, ale niczego dobrego nie przyciągnie
ale słońce na balkonie nie przekonuje. dobrze, moze mi pranie szybciej wyschnie.
zimno mi w stopy.
czy to prawda, ze po pijaku się mówi prawdę?
bo zadzwonił kompletnie zalany, powiedział, ze mnie kocha i ze chce miec ze mną dziecko jak najszybciej.
a ja noc wczesniej podrywałam, rowniez po pijaku, przynajmniej szesciu panów.
oraz probowalam wyslac smsa do Bylego.
bosko jest w ogole, za pol roku bedzie brzuch, pierscionek i inne atrakcje. smsow po pijaku do Bylych nie bedzie. bo w ciazy sie nie pije.
nie popadam w euforię na każde jego "nie oddam cie nikomu" oraz na słowa żona mąż ślub dużo seksu i dzieci. na malowniczo roztaczaną jego wizję prasowania jego koszul (ohhhhhhhhh) także. już to kiedyś słyszałam i bardzo szybko potem po jednostce nie było śladu. to nic, ze teraz znowu chce się pojawić, bo sobie przemyślał i tęskni, mnie się w chuja robi raz.
póki co obserwuję. kibicuję nawet, ale na każde nawet najmniejsze skojarzenie z przeszłoscią reaguję chęcią ucieczki. oczywiscie pozniej okazuje się, ze głupia byłam i to wcale nie tak, wszystko się wyjaśnia, łyso ci teraz, głupia, jak mogłam tak pomyśleć. no co ja mogę.
happy days, na 48h przed dostałam njusa- mam tłumaczyć vipowskie spotkanie z dyr handlowym. słodko. ile trudnych słówek można powiedzieć w trakcie godzinnego spotkania i jakie są szanse na small talk i pierdoły na spotkaniu auditowym?
wiedziałam, kurwa.
randki nie będzie, bo się niunio rozchorował. w zasadzie to co mnie to obchodzi. (im dłużej będę pielęgnować takie podejscie, tym dłużej jest szansa, że budyń nie zaleje mi mózgu i jakoś to będzie, prawda?)
wkurwia mnie bałagan i chaos. jak również wkurwia mnie jak mi się ktoś wpieprza w moją działkę, nie po to proponuje podział obowiązków, zeby ktoś sabotował moje wysiłki, poza tym ja się pod nieswoim wyborem po prostu kurwa nie podpiszę, jak również pod jego ewentualną porażką, za to Osoba bardzo chętnie przyjmie pochwały, zaś szybciutko się schowa jak tylko poczuje nadchodzący opierdol. nie nie. tak nie będzie.